Posłuchaj odcinka:
Transkrypcja odcinka:
Cześć, z tej strony Ewelina. Witam Cię serdecznie w kolejnym odcinku mojego podcastu o stronach i biznesie online. Dziś przychodzę z takimi przemyśleniami, które zbierały mi się w sumie chyba przez te wszystkie lata pracy z moimi klientami – zarówno w produktach płatnych, jak i w produktach bezpłatnych, bo miałam przeróżne kursy mailowe, bardzo kompleksowe, na podstawie których ludzie też zrobili sporą część strony internetowej.
Chcę dziś opowiedzieć, gdyby to tak zebrać klamrą, w zasadzie o motywacji, ale o chęci robienia i nierobieniu. Mam też pracę, którą sama muszę wykonywać, żeby pewne rzeczy realizować, które sobie wymyślę, i mam też garść obserwacji poprzez pracę z ludźmi. Często ważnym komponentem wymyślania moich produktów edukacyjnych jest wplatanie wątków motywacyjnych: jak ułożyć program, jak opowiadać o różnych rzeczach, jak je podzielić na małe etapy. To, jak to dzielę, wynika z tego, co obserwuję wśród kursantów jako dominujące zachowanie.
Jestem trochę naładowana, myśląc o tym, co chcę opowiedzieć, ponieważ chciałabym, żeby ten odcinek był takim przyjacielskim kopem w tyłek. Nie wiem, jak to mogę bardziej neutralnie powiedzieć, ale nagrywam go zarówno dla osób, dla których działam (bo taką mam misję – całe życie dzielę się swoją wiedzą i zależy mi, żeby inni robili, bo wiem, że to możliwe), jak i dla siebie, żeby go sobie włączyć w chwilach zwątpienia, które dopadają każdą osobę, w tym regularnie również mnie.
Dlaczego ludzie często nie działają? Wypisałam sobie cztery punkty i od nich różne odnośniki.
1. Zwlekanie z działaniem
Pierwsza rzecz, którą obserwuję – i największy wgląd dało mi w to wyzwanie, które wymyśliłam w 2024 roku, nazywa się „Rozruch” (można wejść na moją stronę ewelinamuc.com/rozruch). To wyzwanie trzydniowe, na którym osoba w końcu zaczyna działać ze swoim pomysłem na produkt cyfrowy. Pierwszy punkt, który sobie napisałam to: zwlekanie z działaniem. Czyli myślenie bardzo długo o tym, co chce się robić, ale finalnie niesiadanie do tego. Zatrzymywanie się na etapie rozkminiania.
Rozruch miał właśnie odpowiedzieć na ten problem, który widzę, bo dostaję wiele wiadomości. Często są to wiadomości typu: „To nie był dla mnie czas, teraz już jest”, ale druga grupa wiadomości to: „Nie robię, ciągle tego nie robię” i poczucie takiej niemocy. Bardzo trudne uczucie, absolutnie wiem, co to jest za uczucie.
Co mogę podpowiedzieć z mojego podwórka? Słyszałam te informacje na studiach z psychologii: kiedy zadanie jest za duże, siłą rzeczy nie siadamy do niego, bo gdzieś w głębi nas przerasta. Kiedy usłyszałam te informacje, zaczęłam (i musiałam) je wdrażać, bo wychodziłam z wypalenia dość poważnego. Pamiętam, jak potrzebowałam zejść na ziemię i zrozumieć, co to znaczy „małe zadanie”.
Bardzo mocno wtedy zaczęłam wdrażać Plan Minimum, który uwielbiam. Plan Minimum polegał u mnie na przykład, w jednym z bardzo trudnych zadań podczas wychodzenia z wypalenia zawodowego, żeby usiąść do jednej z najtrudniejszych rzeczy – dla mnie to było odpisywanie na maile – na 5 minut. Ale zaczynałam od jednej minuty.
Pokazuję Wam tę skalę: że jeżeli naprawdę coś jest dla nas trudne, to nie piszemy sobie w naszej liście zadań „zrobić stronę”, tylko w ogóle usiąść i zastanowić się. Dziś pół godziny pozastanawiam się nad adresem strony. Jutro wypiszę sobie na przykład maks dziesięć pomysłów. Kolejnego dnia mogę podejść do zadania, że skrócę listę do trzech. Łapiecie? To musi być zadanie naprawdę mikroskopijne. Ja to tak opisuję, że to jest zadanie tak małe, że aż śmieszne.
I nie chcę Was martwić, ale z takich mikrozadań składają się duże projekty. A że tych dużych projektów zrobiłam już dużo, to chciałabym Ci przekazać, osobo, że tak to wygląda. Że to jest mnóstwo małych zadanek. Więc fajnie by było zejść tutaj na ziemię i pogratulować sobie. Po pierwsze: zastanowić się, czy piszę się na takie małe zadanka? A po drugie: doceniać się po tych wykonanych małych zadankach. Bo jeżeli sobie zrobimy, wracając do przykładu strony i domeny, takie małe zadania, to po pierwszym tygodniu prawdopodobnie będziemy mieć kupioną domenę. Porównując to sobie z poprzednim tygodniem, gdzie nic nie robiłaś, nic nie robiłeś – to już jesteś o domenę do przodu.
Więc doceniać, znajdować czas na docenianie tych rzeczy. Duże projekty składają się z setek, a czasem z tysiąca mikrozadań. Mózg nie lubi, kiedy zadanie jest nieokreślone, czyli nie wiadomo, co się wydarzy. To też jest ważna informacja, że ta prokrastynacja, która nam się włącza, jest takim mechanizmem obronnym. Tutaj rekomenduję nie dowalać sobie, tylko tak troszkę skumać: okej, dlaczego mam ten mechanizm obronny? Coś tu nie działa, to zadanie jest za duże. Nie zawstydzać się, nie sabotować się, tylko pomyśleć: co ja mogę zrobić? Pamiętam, napisałam kiedyś taki artykuł „Wolno wolno”, czyli że wolno sobie pozwolić na wolną pracę. Mówiłam też o tym w podcaście, w dwunastym odcinku.
Sama przeszłam bardzo długą, wielomiesięczną drogę akceptacji w tym temacie i teraz już mam naprawdę bardzo dużą akceptację. Ciężka droga, ale warto było. Chcę siać tę ideę Planu Minimum i mikrokroków dostosowanych do siebie. U mnie, w mojej firmie, nigdy nie będę się śmiała z osoby, która wybiera małe zadanie, bo uważam, że jest to godne oklasków. Jest to odwaga, jest to coś pięknego, że osoba sobie skroiła pod siebie zadanie. Zawsze mi się to podoba, zawsze mi to imponuje.
2. Zwlekanie z decyzjami
Przejdźmy teraz do drugiej rzeczy. Okej, załóżmy, że działasz. To, co się wydarzy przy dużym projekcie, jest faktem – to się wydarzy na pewno: trzeba będzie przyjmować wiedzę, ale też trzeba będzie podejmować jakieś decyzje. I to, co obserwuję jako drugą rzecz, która często osoby zatrzymuje w działaniu: zwlekanie z decyzjami.
Nie twierdzę, że mnie to nie dotyczy. Staram się w którymś momencie to wyłapać. Zapiszę sobie, bo dopiero mi się przypomniało, co jeszcze mogę opowiedzieć za historię, którą sama ostatnio sobie zrobiłam i jakichś rzeczy nie zrobiłam, bo za bardzo zwlekałam z decyzjami. Więc to też jest dla mnie z ostatniego kwartału taka fajna obserwacja, że wydawało mi się, że już sobie z tym poradziłam, a tu fajne przypomnienie, że nie.
O co chodzi? To jest taka sytuacja, że zastanawiasz się: „czy ta domena, czy ta domena?”, kiedy one są prawie takie same i wpływ na sukces twojej strony będzie naprawdę mało zależał od domeny. Ale przeznaczasz na to kolejny miesiąc. Chciałabym Ci poradzić, żeby naprawdę dać sobie na niektóre decyzje – i mówię to z pełną świadomością – maksymalnie miesiąc. I potem podejmujesz jakąś decyzję i z nią działasz. Bierzesz za nią odpowiedzialność. Po prostu czasem trzeba podjąć decyzję. Bo jeżeli jej się nie podejmie, to serio – 20 lat możesz drążyć różne rzeczy. Do niczego Cię to nie posuwa.
Więc podjąć decyzję, która jest nam bliżej. I znowu – nie porównywać się z innymi. Są osoby, które mają większą odporność na zniesienie większej ilości bodźców, informacji i tak dalej. Jeżeli dla Ciebie pójście do przodu, czyli podjęcie jakiejś decyzji, to jest coś małego, to podejmij decyzję, która jest mała. I idź z tą małą decyzją do przodu. Ona dla Ciebie jest duża. Nie umniejszaj sobie. Znowu bardzo podziwiam osoby, które w końcu stwierdzają: „Dobra, to zrobię to. To jest może mało, ale ja to zrobię”. Pięknie. Gratuluję. Naprawdę.
Wyobrażamy sobie często (też to obserwuję na Rozruchu), że osoby dodają pomysł, opis swojego produktu cyfrowego… Czasem czytam te opisy i ja już wiem, że to jest taka wizja pięcioletnia. Czyli ten produkt finalnie za np. dwa lata może tak wyglądać. Ale żeby on tak wyglądał, to dziś trzeba podjąć mikromałą decyzję. Więc rekomenduję co do tych decyzji: nie odwlekać ich. Nie odwlekać ich w nieskończoność, nie znajdować sobie tematów zastępczych. Jeżeli na przykład rozkminiasz produkt cyfrowy, to może być taka decyzja, którą ja obserwuję: ktoś przychodzi do Online Booster z decyzją „robię kurs”, ale potem zaczyna zdobywać wiedzę i stwierdza: „Kurs to za dużo, zrobię ebook”. I na przykład kwartał mielili tę decyzję. Mówię „mieli”, bo naprawdę kwartał to już dużo.
Lepiej dać sobie deadline. Rekomenduję przeznaczać sobie czas na podejmowanie decyzji. Na przykład w piątek, o tej ósmej czy dziewiątej rano, otworzyć sobie ten zeszycik albo plik, w którym tylko się zajmujesz swoim produktem cyfrowym, i tam sobie te plusy i minusy wypisywać. Mieć też takie uporządkowane jedno miejsce pracy, żeby móc do czegoś po tygodniu wrócić i nie tworzyć za każdym razem tej listy plusów i minusów na nowo. I podjąć decyzję. Uświadomić sobie, że hej, ja nie jeszcze będę! Jeżeli uda mi się zrobić ebook, to może potem przerobię go na kurs. Bo hej, naprawdę tak można! Więc takie eksperymentowanie z formatem – czy to ma być webinar, czy nagrane lekcje, czy ebook – to jest bardzo fajne ćwiczenie i nie jest to porażka. Więc rekomenduję: nie zwlekać z decyzją. Dać sobie deadline.
Dlaczego zauważam jeszcze – tutaj chcę się odnieść do tego deadline’u – przy Rozruchu wiele osób jest mi wdzięcznych za to, że były daty. Czyli jeżeli daty są zewnątrz, to osoby działają. Absolutnie rozumiem ten mechanizm przy dużych rzeczach, daty zewnątrz pomagają. Ale tutaj trzeba te daty sobie narzucić. To, co ja np. rekomenduję, to napisać – jak ktoś jest w Online Booster – te daty na grupie. Gdzieś to puścić w eter. Ja tak samo czasem mam zobowiązania i wiem, że muszę je dowieźć. W kalendarzu są dla kursantów. I ja często robię taki zabieg, że ja po prostu publikuję te daty webinarów, które mam zrobić, mimo że jeszcze nie mam ich w pełni opracowanych. I ja wiem, że jak ja opublikuję je, to ja je po prostu muszę dowieźć. One się stają automatycznie gdzieś wysoko priorytetem. Więc znajdź na siebie hacka.
A przede wszystkim zachęcam Cię do niewałkowania w kółko tego samego. To często nie zbliża już w pewnym momencie do decyzji, a wręcz sabotuje nas. Zaczynamy myśleć o sobie źle, że nie umiemy podjąć decyzji. Zrób taki test, włącz ciekawość: co, jeżeli dziś podejmę decyzję na ten i ten temat? Wręcz weź teraz kartkę papieru, wypisz sobie co najbardziej jest takim wrzodem na D., jaka kwestia, i wypisz dwie-trzy odpowiedzi. I zakreśl dzisiaj, do godziny 19:00 maksymalnie, co jest Ci bliższe. I od jutra zacznij z tym działać. Po prostu stwierdź: „Okej, ja ewentualnie te inne opcje potraktuję jako B, ale teraz działam z tą wybraną”. Po prostu tę decyzję trzeba w którymś momencie podjąć.
Moja historia (Black Weekend)
No i dobra, chciałam wam opowiedzieć historię, jak sama zwlekałam z decyzją. Jeżeli jesteś w Online Booster i uczęszczasz na moje webinary, to być może wiesz, że gdzieś tak w okolicach, to chyba był sierpień, mówiłam, że będę robiła szkolenie – a może to był wrzesień – z Black Weekend w tym roku. Ja go finalnie nie zrobiłam. Właśnie teraz trwa Black Weekend, ponieważ ja tak rozkminiałam, jak to szkolenie ma wyglądać, że ja aż się zatraciłam w rozkminianiu. I to jest bardzo duże dla mnie przypomnienie, że dawno mi się to nie zdarzyło, ale jednak dopadło mnie rozkminianie, rozkminiania. I jeszcze to dzielenie przez potęgę entą.
Więc tak: zachęcam Cię tutaj do dania sobie naprawdę deadline’ów w niektórych tematach. Co innego zapauzować coś – bo tutaj musimy zauważyć tę cienką granicę – co innego zapauzować coś i w ogóle tego na razie nie robić, bo teraz nie na to jest czas, a co innego być w aktywnym rozkminianiu kolejny miesiąc. To są dwie różne rzeczy.
3. Nawyki (i zmęczenie)
Trzecia sytuacja, dlaczego osoby mają trudności i często nie realizują dużych projektów. Może być też tak, że jesteśmy przemęczeni danym tematem. Wtedy potrzebujemy sobie odpocząć, na przykład tydzień nie będę o tym myśleć. Słuchajcie, tydzień, skoro i tak już kminicie dużo i tak was zmęczył, to można tydzień równie dobrze zrobić sobie przerwy, żeby głowa z tego tematu odpoczęła.
I teraz jeszcze podpowiedziała mi głowa czwartą sytuację… Zaraz do niej wrócę. Ale trzecia rzecz: nierozumienie jak wytwarza się nawyk. Sama mam z tym doświadczenie, że zaczynam coś robić, mam plan, że codziennie będę coś robić (to już jest bardzo wymagający plan). Jest duża szansa na porażkę, jeżeli sobie nie przygotujemy odpowiednio wielu rzeczy, żeby się realnie to wykonać. No więc: co piątek będę się uczyć, albo co piątek będę robić kurs online, albo co piątek będę pisać ebooka. No i przypuśćmy, że pierwszy tydzień się udało, drugi tydzień się udało, trzeci, czwarty – nie. I zauważyłam, że często osoby po tym dwutygodniowym niepowodzeniu stwierdzają, że nie robią, nie działają.
Bardzo chciałabym zachęcić Was, że kluczowe w wytwarzaniu nawyku jest powrót. Kluczowy w wytwarzaniu nawyku jest powrót bez samobiczowania się. Po prostu wracamy do zadania. Czy to po miesiącu, czy to po dwóch tygodniach, czy po kwartale. Sukcesem będzie powrót. Po prostu. To czasem jest tak duże. I zobaczcie: jeżeli połączycie sobie działanie, że robicie małe zadanie (tak małe, że aż śmieszne) z regularnym wracaniem, to to wszystko staje się bardziej zjadliwe.
Gdybym teraz patrzę z perspektywy czasu na nawyk, który wytwarzam sobie od 2021 roku, czyli ruch. Coś, co było dla mnie… no, nie pochodzę z rodziny, która była aktywna fizycznie, sama sobie te rzeczy wytwarzałam, te nawyki. I jest 2025 rok i teraz, po X latach prób włączenia nawyku ćwiczeń, dwa razy w tygodniu ćwiczę bez problemu. Ale o Jezus Maria, ile razy ja się wywaliłam z tym planem! I ile miałam przerw tygodniowych, miesięcznych, ile frustracji, samobiczowania, autosabotażu… Mam to mega wypracowane na top. Ale kluczowe, tak z takiej perspektywy czasu długiej, było to, że jednak w którymś momencie wracałam. I wracałam też i starałam się dobrać: co jest dla mnie łatwe do zrobienia, żeby to wykonać? Zamiast „co jest idealne?”, co jest dla mnie łatwe? Mogę porównywać się zawsze z jakimiś super zestawami ćwiczeń, ale one były dla mnie w ogóle poza zakresem możliwości. Więc musiałam sobie znaleźć przede wszystkim dyscyplinę, która mnie interesuje. Okazało się, ku mojemu zaskoczeniu, że jest to dźwiganie. Czyli ja lubię sztangę, lubię kettlebelle. Kiedyś myślałam, że to będzie coś takiego jak bieganie – nie cierpię biegania. Lubię chodzenie, lubię chodzenie z kijkami, lubię dźwiganie. Wiele rzeczy musiałam sprawdzić i też zaakceptować: no że jednak nie, no jednak nie będę biegać, no nie lubię.
Dziękuję. Mam nadzieję, że ten odcinek jest dla ciebie ciekawy. Ja będę go sobie włączać sama, kiedy będę w ciemnej D… Bardzo dużo razy tutaj padło słowo na D, ale jestem jakoś tak pełna emocji, mocno czuję ten temat, więc uznałam, że na tych pełnych emocjach opowiem o nim, bo on ma być taki zachęcający do działania i to nie może być mówione na spokojnie. Dziękuję bardzo, trzymaj się, powodzenia! Jakby co, napisz do mnie, dam ci kopniaka takiego oczywiście w D mailowo, w kontakcie. Dzięki, cześć!

