O roli człowieka w biznesie w czasach z AI. OSBO#29

Posłuchaj lub zobacz wideo (na Spotify)

Przeczytaj transkrypcję

Oto zredagowana wersja wpisu. Zachowałem Twój ciąg myślowy, sens wypowiedzi oraz naturalny, mówiony styl. Długie zdania wielokrotnie złożone podzieliłem na mniejsze, dzięki czemu tekst czyta się lekko, sprawnie i dobrze wygląda na blogu.


Cześć, z tej strony Ewelina i witam Cię w kolejnym odcinku podcastu o stronach biznesu online! Dzisiaj na tapetę biorę temat, który chodzi mi po głowie od tygodnia lub dwóch. Chodzi o sztuczną inteligencję i to, jak często po nią sięgamy. Temat dotyczy naszej roli – osób, które żyją z pomagania innym. Uczymy, pomagamy wdrażać wiedzę i dzielimy się doświadczeniem. Jaka jest w tym nasza rola, a jaka rola AI? Miałam w tym tygodniu ciekawą sytuację, która pokazała mi, w jakim kierunku idą duże firmy. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bo można się było tego spodziewać, a z drugiej – daje do myślenia.

Elementor usunął darmowe wsparcie człowieka na rzecz AI Angie

Elementor od września 2026 r. usunął darmowe wsparcie człowieka ze wszystkich wersji Pro. Do tej pory było ono w pakietach Essential, Advanced i Advanced Solo. Wystarczyło płacić za dowolną płatną wersję, by wysyłać tzw. tickety, czyli maile do supportu. Tej opcji już nie ma.

Teraz w płatnej wersji masz tylko chatbota AI Angie. Wsparcie człowieka wymaga dopłaty. To przeciekawa sytuacja. Myślałam o niej sporo. Wszyscy zastanawiamy się, w jakim kierunku pójdzie AI. Każdy ma swoje przemyślenia. Chcę podzielić się moją opinią i połączyć ją z tym, czym zajmuję się na co dzień. Chcę pokazać, w czym pomagam klientom – zarówno tym obecnym, jak i przyszłym. Gdzie leży moja prawdziwa wartość, a gdzie zaczyna się i kończy rola AI?

Jak zawsze mam swoją roadmapę myśli, do której będę wracać [pokazuję notatki na wideo]. Pierwsza rzecz to Elementor – olbrzymia firma w świecie WordPressa. Dla osób nieznających tematu: to najpopularniejsza wtyczka do WordPressa. Ułatwia budowanie zakładek bez umiejętności kodowania. Dzięki niej stworzysz większość funkcji na stronie. To krótki wstęp dla niezaawansowanych.

Darmowa wersja Elementora ma ponad 10 milionów pobrań. Nie wiemy dokładnie, ilu jest płatnych użytkowników, ale zapewne kilka milionów. To ogromny biznes zbudowany wokół WordPressa. A WordPress to wciąż najpopularniejszy system zarządzania treścią (CMS). Pozwala zarządzać stroną, rozwijać ją i aktualizować bez wiedzy programistycznej. Po prostu wyklikujesz wszystko w panelu.

Zmiana w supporcie na własnej skórze, czyli „starcie” z AI Angie

Co mówi nam ta decyzja Elementora? Co mówi o wsparciu, o AI i o roli człowieka w pomaganiu innym? Zaczęłam to analizować. A skąd w ogóle o tym wiem? Nie przypominam sobie żadnego maila z zapowiedzią tych zmian. Może mi umknął, ale informacji nie widziałam.

Od lat płacę za Elementor Pro. Zależało mi na płatnych funkcjach, np. na liczniku do promocji. Nie chciałam instalować kolejnych wtyczek (jak HurryTimer). Wolę ograniczać ich liczbę, by unikać konfliktów na stronie. Ważne były też opcje dla sklepów. Płatna wersja dawała wsparcie człowieka – wystarczyło napisać ticket i dostawało się odpowiedź od specjalisty.

Ostatnio Elementor wypuścił aktualizacje od wersji 4.3, które wywołały błędy. Tak to bywa w IT – jedne strony działały, inne siadały. U mnie pojawił się komunikat z ostrzeżeniem („warnings”). Klienci robili zrzuty ekranu i mi je wysyłali. Wiedziałam o problemie i próbowałam go sama naprawić. Mam sporą wiedzę o WordPressie, ale tym razem poległam. Postanowiłam napisać do supportu. Weszłam do panelu Elementor Pro – dla mnie to zawsze ostateczność. I co się okazało? Nie było opcji wysłania maila! Mogłam tylko uruchomić AI Angie. Hello, Angie! Rozpoczynamy konwersację AI kontra człowiek.

Angie podpowiadała mi różne rozwiązania. Zapewniała, że mam prawo do wsparcia i że to błąd systemu. Obiecała sama wysłać ticket do działu rozliczeń, bo mam konto Advanced. Tak zapewniła mnie AI Angie! Ucieszona czekałam. W międzyczasie bot podrzucał mi instrukcje. Nic nie działało. Często polecał rzeczy, które dawno sprawdziłam. Pisał to jednak w tak przekonujący sposób, jakby miał 100% racji. No niestety, Angie, tak to nie działa.

Mijał pierwszy dzień, potem drugi. A u mnie zbliżał się Rozruch. Rozruch to wyzwanie dla nowych osób, które słabo mnie znają. Błąd na samej górze mojej strony nie budował zaufania. Ktoś mógł pomyśleć: „Nie umiesz usunąć prostego błędu ze strony?”. Czasem naprawdę się nie da. Poza tym nie chciałam go ukrywać. Jeśli support miał mi pomóc, musiał widzieć ten problem. Sama pracowałam na supporcie i wiem, że żywy błąd na stronie jest kluczowy do diagnozy.

Wsparcie z człowiekiem stało się luksusem za większe pieniądze?

Byłam już sfrustrowana. Chciałam rozwiązać sprawę i iść dalej. Support nie odpowiadał kolejny dzień. W ostateczności przed samym wyzwaniem pogrzebałam w plikach PHP i ukryłam komunikat. Zrobiłam to, by nie obniżać wiarygodności firmy.

Cały czas rozmyślałam nad tą sytuacją. Bot nie potrafił pomóc. Problem był zbyt głęboki i wymagał człowieka. Znałam przyczynę i wiedziałam, że Elementor musi wydać aktualizację (co zresztą zrobili 30 września). W końcu nadszedł mail od supportu. Dostałam generyczną odpowiedź. Zapewne trafiła do wszystkich, którym Angie radziła kontakt z księgowością. Elementor poinformował nas krótko: od września 2026 r. nie ma już wsparcia mailowego. Została tylko AI Angie. I tak wróciłam do punktu wyjścia.

Sprawdziłam to dokładnie podczas nagrywania: wsparcie człowieka nadal istnieje, ale trzeba za nie dopłacić 180 euro. Na dziś to około 788 zł.

Jakie mam wnioski? Pomoc bota masz w cenie, ale kontakt z człowiekiem kosztuje teraz 800 zł więcej. AI odpowiada na podstawie dokumentacji. Pomaga, gdy nie chce Ci się szukać lub czegoś nie rozumiesz. Ale problem pojawia się wtedy, gdy nie wiesz, czego nie wiesz. Zadajesz wtedy złe pytania. Jeśli napiszesz: „strona mi nie działa”, z doświadczenia wiem, że może to oznaczać 50 różnych rzeczy. Bot Angie próbuje dopytywać czy prosić o screeny, ale działa według wąskiego schematu. Wniosek jest prosty: w obecnym świecie kontakt z żywym człowiekiem staje się usługą premium.

Praca z ekspertem daje przewagę nad generycznymi radami AI

Człowiek widzi pełny kontekst i indywidualną układankę zmiennych. Gdy przychodzi do mnie klient, już na pierwszej konsultacji dostrzegam jego unikalną sytuację. Ktoś po trzech nieudanych sprzedażach ma inne przekonania i obawy niż osoba, która startuje od zera. Każdy daje mi inny „input”. Dlatego każdy dostaje ode mnie inną odpowiedź. Wychodzi tu moja silna cecha: indywidualizacja. I to ona staje się dziś cenniejsza niż szablonowe porady generowane przez AI.

Elementor przekonywał w mailu, że ich AI nie daje ogólnikowych odpowiedzi. Przepraszam, ale daje! Angie podrzucała mi podstawowe informacje, które znałam od dawna. Traktowała mnie jak początkującą i powoli prowadziła po szczeblach procedury. Tymczasem żywy programista od razu oceniłby mój poziom wiedzy po zadanych pytaniach i dał właściwe rozwiązanie. Ale za taki skrót trzeba zapłacić 180 euro.

Widzę dokładnie to samo przy tworzeniu produktów cyfrowych. Każda moja konsultacja wygląda inaczej. Tymczasem moi klienci często pytają AI w zupełnie złym momencie. Robią to, zanim doprecyzują grupę docelową i uporządkują własne myśli. To pułapka, szczególnie dla początkujących bez doświadczenia w pracy z klientem. Bardzo łatwo dają się uwieść pięknym, perswazyjnym odpowiedziom AI. Biorą je za prawdę objawioną. A odpowiedzi bota powinniśmy traktować wyłącznie jako hipotezy do weryfikacji!

Plany „stworzenia kursu w miesiąc” z AI mogą wyłożyć Twój lejek

Często widzę pytania typu: „Jak stworzyć i sprzedać kurs online?”. Sama przetestowałam AI w tym temacie. Zadałam pytanie o plan sprzedaży. Gdy przeczytałam odpowiedź, pomyślałam: „Moja praca jest bezpieczna. Dawno nie widziałam takich bzdur”. Porady bota – od fatalnego harmonogramu po konkretne działania – po prostu sabotowałyby całą sprzedaż. Gdybym doradziła coś takiego moim klientom, doprowadziłabym ich do klapy.

Przed nagraniem powtórzyłam eksperyment. Zadałam pytanie: „Chcę wypuścić kurs online w miesiąc. Jak to zrobić?”. AI bez mrugnięcia okiem przyjął błędne założenie, że w miesiąc stworzy się wartościowy produkt. Gdy napisałam mu: „Ten plan ma błędne założenia”, natychmiast przyznał mi rację! Zaczął potulnie twierdzić, że faktycznie się pomylił. To ogromny paradoks modeli AI. Działają jak chorągiewki – utwierdzą Cię w każdym przekonaniu. O ile AI radzi sobie z prostą techniką, o tyle kompletnie nie sprawdza się w doradztwie biznesowym. W biznesie liczy się polski kontekst, psychologia, wartości, podejście do ryzyka i unikalne cechy twórcy. Jeśli nie potrafisz tego ocenić, bezkrytycznie przyjmiesz fatalne porady.

Skąd AI bierze swoje odpowiedzi? Z internetu. A w sieci nie znajdziesz głębokich, prawdziwych analiz lejków sprzedażowych z twardymi danymi. Najcenniejsze wnioski pozostają w głowach praktyków, sprzedawców i ich zespołów.

Amerykańskie strategie z sieci rzadko sprawdzają się na polskim rynku

W internecie publikuje się głównie darmowe materiały i proste artykuły. Większość wiedzy pochodzi z rynku amerykańskiego. A Polacy kupują inaczej! Mamy swoją specyfikę i jesteśmy bardziej zachowawczy. Kopiowanie amerykańskich metod 1:1 po prostu u nas nie działa. AI zaciąga zagraniczne wzorce i serwuje je jako uniwersalną prawdę. Czasem podrzuci coś mądrego, ale bez doświadczenia trudno oddzielić ziarno od plew.

Sytuacja z Elementorem tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że praca z człowiekiem to luksus, który daje największą wartość. Tworzenie produktu cyfrowego w samotności jest niezwykle trudne. Mogę nagrać najbardziej kompleksową lekcję wideo, a kursant i tak potrzebuje indywidualnego feedbacku do swojego projektu. Pojęcia muszą osadzić się w głowie. Dopiero praca 1 na 1 i audyt pozwalają wejść na wyższy poziom.

Dobre porównanie to moje treningi z kettlebell. Pod okiem trenerki zrobiłam ogromny postęp. Kiedy pomyślałam, że osiągnęłam swój limit, ona powiedziała: „Ewelina, stać Cię na dużo więcej!”. Sama nie umiałabym tego ocenić, bo nie wiedziałam, czego nie wiem. To dało mi skrzydła. Dokładnie tak samo pracuję z klientami. Widzę ich potencjał, nawet gdy zmagają się z frustracją i spadkiem motywacji. Przypominam im wtedy, że kryzys to normalny etap procesu. AI tego nie potrafi.

Kiedy i jak faktycznie warto zaprząc AI do pomocy (jako strażnika-GPS)?

Przy okazji gorąco polecam odcinek podcastu Techstorie (Sylwia Czupkowska i Joanna Sosnowska) – nr 173 z 8 września: „AI knuje jak złośliwy dżin. Czy to już zagrożenie, czy tylko marketing?”. Dziewczyny kapitalnie analizują te zjawiska.

Gdy klienci przynoszą mi materiały stworzone przez AI, często widzę kardynalne błędy. Na przykład połączenie kilku różnych segmentów klientów w jeden opis. To prosty przepis na chaos w komunikacji. Pamiętajmy o krytycznym myśleniu! AI potrafi robić zwykłe literówki. Miło pomyśleć, że bot odrobi za nas pracę domową, ale ta praca bywa pełna błędów.

Czy to znaczy, że należy zrezygnować z AI? Skądże! Trzeba po prostu wiedzieć, kiedy po nie sięgnąć. W moim kursie wprowadzam AI dopiero w drugim module – po samodzielnym przeanalizowaniu grupy docelowej. Gdy znasz już swoje segmenty, układasz tzw. „master prompty”. AI staje się wtedy Twoim strażnikiem i asystentem działającym jak GPS. Weryfikuje pomysły w oparciu o Twoje wytyczne, a nie wymysły z sieci. Jednak bez znajomości grupy docelowej i bez kontroli nad botem ryzykujesz ogromny chaos. AI chętnie wejdzie w rolę eksperta, ale bez Twojego głębokiego kontekstu poda tylko powierzchowne rady.

Dlaczego w mailach sprzedażowych „generyczne paplanie” AI przegra z Twoim stylem?

Nie wierzę, że AI potrafi dziś napisać autentyczny, dobry tekst biznesowy. To, co generuje, jest nijakie i obniża jakość komunikacji. Sama używam bota wyłącznie do poprawiania literówek i dzielenia tekstu na akapity. Zawsze daję instrukcję: „Nie redaguj i nie zmieniaj moich słów!”. Zredagowane przez AI teksty stają się chłamem.

Jeśli boisz się czystej kartki, AI może pomóc przełamać pierwszy opór. Ale traktuj to tylko jako punkt wyjścia. Wygenerowane maile są zbyt płytkie. Jako odbiorcy wolimy czytać autentycznego człowieka. Nawet Twój niedoskonały, ale własny styl będzie stokrotnie lepszy od sztywnego paplania bota. Do zbudowania skutecznego lejka potrzebujesz jednak wsparcia kogoś, kto wskaże, jakich elementów brakuje w Twojej komunikacji.

Dzielę się tym, żeby pokazać kulisy. AI to po prostu kolejne narzędzie. Pomocne, ale niewystarczające. Widząc jakość jego odpowiedzi, jestem spokojna o swoją przyszłość. Zastanawiam się tylko: czy ludzie mają świadomość, jak słabe są te podpowiedzi?

Czas pokaże. Zapraszam do dyskusji w komentarzach na blogu lub do kontaktu mailowego na czesc@ewelinamuc.com. W kolejnym odcinku opowiem o niezwykle ciekawym prawie Goodharta w biznesie online. Dzięki wielkie i do usłyszenia!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry
Trwają zapisy na ROZRUCH. Ruszysz z produktem cyfrowym. Obiecuję 🤝