Błędy, które zrobiłam w biznesie online. OSBO#13

Posłuchaj odcinka i oceń mój podcast:


Transkrypcja odcinka:

Cześć! Z tej strony Ewelina Muc, a to jest podcast o stronach biznesu. Odcinek trzynasty bodajże. Chcę dziś opowiedzieć o błędach, które zrobiłam w biznesie online. Takich trzech. Być może coś w trakcie jeszcze przyjdzie mi do głowy, ale te trzy miały bardzo duże, duży wpływ na mnie i, no i mają też finansowe konsekwencje, psychiczne. Więc chciałabym, jeżeli na przykład masz teraz szansę nie mieć tych błędów, uniknąć ich, to myślę, że to będzie dobry kierunek, żeby skręcić w jakąś inną alejkę niż tą, którą może podążasz.

Od czego by tu zacząć? Chyba zacznę od takiego dużego tematu. To jest błąd, ale też taka lekcja życiowa. Ja nie wiedziałam, że popełniam błąd. Myślałam, że tak trzeba działać. I chodzi tutaj o bardzo małą elastyczność. Do małych rzeczy. Co innego z dużymi rzeczami, ale z perspektywy czasu jednak poziom zamartwiania, który robiłam rzeczami niewielkimi, no miał konsekwencje bardzo duże, bo jest wiele elementów, które robimy w firmie i naprawdę jest się czym zamartwiać. Tak samo w życiu.

Ja się tutaj musiałam wygodnie ułożyć. Bo w ogóle pierwszy raz nagrywam sobie leżąc w łóżku. Teraz super wygodnie, wcale nie przy biurku. No właśnie, à propos zamartwiania. Można przecież robić rzeczy bardzo wygodnie, ale do tego etapu to ja na przykład bardzo długo dochodziłam. Dochodzę nawet z zamartwianiem, a kiedy można by było włączyć elastyczność, jest na przykład zmiana daty.

Brak elastyczności, perfekcjonizm i webinar z gorączką 38 stopni

Z wielkim trudem przychodziło mi przełożenie na przykład terminu webinaru i robiłam to na początku działania firmy, tam dwa tysiące szesnasty, czyli już dwa lata, dwa lata firma, rok z kursem pierwszym online. To wtedy był WP dla zielonych. Pamiętam, że żebym przeniosła webinar to musiałam mieć co najmniej trzydzieści osiem stopni gorączki, więc to pokazuje jakiś taki absurdalny poziom. No wtedy uważałam to za hiper, hiper perfekcyjne podejście, że dopiero wtedy, kiedy mój organizm mi odmówi, to ja mogę, ja mogę coś zmienić.

No, jest to bardzo niebezpieczna granica. Przekroczyłam ją i spotkało mnie duże wypalenie zawodowe. Nie polecam naprawdę. I teraz, 2024 r…. Z o wiele, o wiele łatwiej jest mi rzeczy modyfikować elastycznie.

Mój manifest: zasada małych kroków, jedna rzecz naraz i plan minimum

Ja zresztą w tym roku spisałam sobie taki swój manifest. To brzmi zabawnie może, ale nie miałam lepszej nazwy. Manifest to jest właśnie takich kilka zdań, które bardzo mi pomagają w moim życiu osobistym oraz w moim tutaj życiu firmowym. Takich kilka zdań, które właśnie pomagają mi spokojniej żyć, bez takiego poczucia jakiejś udręki, że wszystko musi być idealne. Ja mam tych sześć zdań. Zaraz ci powiem nawet, jakie to są zdania.

Pierwsze to jest: nikt nie rodzi się z taką wiedzą. No właśnie. Może innym razem o tym powiem więcej, że działamy z tym, co mamy. Czyli jak nie mamy zdrowia, nie mamy energii, możemy coś zmienić. I naprawdę to tylko my decydujemy o tym.

Jest też zasada pana Kleksa. Usłyszałam tę zasadę oglądając Akademię pana Kleksa, tę nową wersję, jakoś nie pamiętnej wersji filmu pana Kleksa. Zasada polega na tym, że ktoś mówi, że czegoś nie może zrobić. Na przykład: chciałabym to, ale nie mam siły. No to tutaj zmiana polega na tym w tym zdaniu, że chciałabym przebiec maraton, więc zacznę biegać pięć minut… bo przecież to wszystko są naprawdę małe kroki. Zresztą te moje zdania bardzo, bardzo wokół tego krążą.

Kolejne to jest, że jedna rzecz naraz. Robię jedną rzecz naraz i mimo że to czasem zadania w domu, zadania w życiu, zadania w pracy. No właśnie, zobaczcie ile to jest zadań. Jezu, jak jesteśmy w jakichś kilku sferach, kilka ról pełnimy, to tych zadań jest strasznie dużo codziennie. I żeby jakoś się uspokoić i coś przynajmniej jakiś etap zrobić, no to właśnie ja się skupiam na jednej rzeczy naraz i widzę też, jak robiłam konsultacje indywidualne, jak to potrafi uspokoić drugą osobę.

Na przykład, miałam taką konsultację. Osoba szukała sposobu, jak mieć więcej tu i teraz klientów, ale też chciała rozwijać produkt cyfrowy. No i opowiedziałam jej, jakie są etapy i myśląc na początku, że to właśnie o to chodzi tej osobie, ale okazało się, że to wytworzyło straszne przytłoczenie. Rozumiejąc ten plan działania i ilość rzeczy, która jest do zrobienia, to jest bardzo przytłaczające. I wtedy powiedziałam: okej, ale na teraz jest zrobienie tylko tej jednej rzeczy. I to była dla tej osoby taka ulga. I też okej, wiem, co mam robić. Ta jedna pierwsza rzecz jest kluczowa, więc jedna rzecz naraz. Bardzo mam nadzieję uspokajające hasło, dla mnie jest uspokajające.

Plan minimum. To mi się też łączy. To jest kolejne zdanie, które jest takie mocne w moim życiu, że wiadomo, jest dużo różnych rzeczy do zrobienia, ale można wyjść z planu minimum i ja to teraz wdrażam bardzo mocno, robiąc nowy kurs Online Booster. Po prostu włączam i elastyczność, i jedna rzecz naraz. Ta elastyczność szczególnie mocno. I działam z tym, co mam. Nie mam różnych rzeczy, ale działam z tym, co mam. Wręcz moja głowa bardzo mocno wymyśla, okej, jak różne scenariusze, jak coś można zrobić z jakimiś ograniczonymi czasowo zasobami. I wtedy tak naprawdę plan minimum robi się sam i on jest też taki uspokajający.

Wiadomo, że mogę z nowym kursem dojść w dalsze różne miejsca, obsługiwać setki klientów, ale na początku, żeby ruszyć z krokiem, dużo badania grupy docelowej, dużo takiej pracy u podstaw, skupieniu się na szczegółach, i to trzeba na razie odłożyć, jakieś takie stresowanie, ponieważ na początku, no, to jest na małą skalę, są różne rzeczy i to jest okej. To jest jak najbardziej okej, ale też to potrzebowałam sobie jakoś poukładać, przepracować i uświadomić, przypomnieć sobie, jakie są moje wartości w ogóle i co ma sens, a co nie.

No właśnie i zasada małych kroków to jest bardzo podobne do planu minimum, tylko jakoś mnie też uspokaja, że można coś robić małymi krokami. Mi w ogóle zasada małych kroków pozwoliła uzdrawiać się z wypalenia zawodowego. Wypalenie zawodowe ma to do siebie, kiedy naprawdę ono jest, że po prostu nic się nie robi, nie ma się siły i to jest bardzo ciężki stan psychiczny. I to nie jest o tym, że wystarczy zmienić zadania. Po prostu żadne zadania nie wychodzą, nic się nie chce. To jest takie wykończenie organizmu. No, może być też wstępem do depresji, do epizodu depresyjnego.

I małe kroki pozwoliły mi wychodzić, wychodzić pomału, celebrować najmniejsze rzeczy. Nie mówię, że to od razu: o! Małe kroki. Już się cieszyłam i już tutaj sobie imprezę robiłam z tego powodu. Ale stopniowo tak, stopniowo doceniałam, że małe kroki są okej. Może kiedyś więcej opowiem o wypaleniu. Jakie tutaj sobie rzeczy robiłam i co też inni ludzie robią. Ponieważ jak zaczęłam o tym mówić i rozmawiać z ludźmi, to poznałam też osoby, które również przeszły wypalenie i wiem, że moje, moje doświadczenia nie są unikalne, a są wręcz podręcznikowe. No zasada małych kroków jest tu ważna, a zasada małych kroków wydaje mi się też jest dobrze ją zastosować jako prewencję przed wypaleniem i plan minimum, żeby po prostu tam się nie znaleźć. Oraz tę zasadę elastyczności. Tak.

Prawo do zmiany zdania i historia Setha Godina (któremu zepsuła się platforma)

Kolejne zdanie, które dodałam sobie w zasadzie w tym miesiącu jest, że mogę zmienić zdanie. To jest w ogóle tak uwalniające. To jest zresztą super ważne dla nas, ludzi, mieć wybór. Tak mówię pod kątem układu nerwowego. Mieć wybór to jest, to jest cudowne uczucie i to jest coś, czego sobie nie dawałam. I to się łączy z tym błędem właśnie zamartwiania się, nie dawania sobie wyboru i nie bycia elastycznym. I tak jak mówiłam, nie potrafiłam zmienić nawet daty webinaru, kiedy było to dla mnie bardzo potrzebne, ale gdzieś stopniowo się tego uczyłam.

Bardzo miałam ciekawe doświadczenie w dwa tysiące, hm, to był bodajże osiemnasty. Wtedy brałam udział w AltMBA Setha Godina i słuchajcie, tam miały ruszyć… ruszyć sprzedaż właśnie z dostępem czy tam… Nie inaczej. Już było po sprzedaży i miał ruszyć cały ten, całe to szkolenie. Ono jest miesięczne, ale bardzo intensywne. No więc roczne i masz rok na zrobienie. To jest praca taka praktycznie, no ciągle w grupie dużo zadań i… i Sethowi się zepsuła platforma!

I on napisał taki zwykły mail, tam to nawet nie był jakiś elaborat, tam było z piętnaście zdań, że po prostu platforma nie działa i, i ona jak zacznie działać, to oni nas wpuszczą bez poczucia jakiejś winy. I to było takie kurde mi potrzebne, że gość, który jest najbardziej znanym guru od marketingu, którego ja do dziś bardzo szanuję i lubię, a mówię o tym, bo niektórzy naprawdę, no nie lubię ich albo lubiłam i wyszły różne rzeczy o nich i już jakby upadły mi te autorytety. Ale z Sethem mam taką ciągłość. Bardzo, bardzo go szanuję i cenię. I też poznanie go to było super doświadczenie i w ogóle to jak on to zrobił, to całe Alt MBA.

Ale on, jemu coś nie wyszło. Słuchajcie, on ma naprawdę zasoby bardzo duże i zatrudnia tam super ludzi, a i tak może coś nie wyjść. I to mi tak kurczę pomogło zmienić perspektywę. Zresztą branie udziału w innych kursach, co zaczęłam robić, bo wiele lat tego nie robiłam, byłam taka zapracowana, nie miałam czasu, bo po prostu uczyłam się inaczej. Nie z webinarów na żywo, ale jak na różne szkolenia innych osób, na przykład prowadzone na żywo. I tak się czułam tak zajebiście, muszę to powiedzieć, tak świetnie, że inni różnie prowadzą.

Ja jakieś takie miałam klapki na oczach, jak to można prowadzić. I tak mi to pomogło w budowaniu własnej elastyczności i czerpaniu od innych osób. Na przykład Aleks Makulska świetnie prowadzi swoje spotkania. Bardzo mi się podoba. Ewelina Wolska z takim luzem i one są takie wartościowe. Bardzo dużo mi te dziewczyny dały. To były artystyczne spotkania, ale ja jak zawsze trochę spaczonym okiem patrzę, jak też efekty dostaje uczestnik. Nie tylko moje, ale też inni i cała ta dynamika spotkania.

I na przykład u Wolskiej jest totalny, można powiedzieć, spontan. Ona szyje z energii grupy. Co się dzieje, na co ona ma ochotę. No w ogóle dla mnie to było mind blowing, że na co ona ma ochotę. Ja nigdy tak nie podchodziłam, żeby dostosować do moich aktualnych jakichś tam możliwości emocjonalnych, tylko zawsze, zawsze to musiało być dziesięć na dziesięć. Przeciekawe doświadczenia to. Więc zachęcam was, jak chcecie coś artystycznego porobić albo popisać, to iść do Alex Makulskiej na jakieś szkolenie albo do Eweliny Wolskiej.

Mi to bardzo dużo dało. No właśnie i ta elastyczność wiąże się też z tym, że na przykład damy ludziom jakąś datę albo damy jakiś opis i już się go sztywno trzymamy, mimo że przychodzą nam lepsze pomysły albo okazuje się, że jednak po czasie widzimy tego minusy i ciężko nam się jest z tego wycofać.

Zachęcam was do budowania tego mięśnia elastyczności dla własnego zdrowia psychicznego. Nie mówię o rzeczach, których prawnie musicie już się wywiązać, jak coś z ofertą, to wtedy na początku lepiej dać mniej niż więcej, a sobie potem dodawać. Też stosuję już teraz tą zasadę przy „Online Booster”, że nastawiam się na dodawanie rzeczy później niż wszystko musi być idealnie zrobione i ja dopiero będę coś sprzedawać albo udostępniać, bo mam listę webinarów bardzo długą, a i tak oferta już była na tyle ciekawa dla osób, że dołączają. Więc to jest takie balansowanie między tym, co grupa docelowa potrzebuje, kiedy mamy ją w miarę zbadaną, ale też nadal ją badamy, tak? Jak ludzie są na pokładzie, to dopiero jesteśmy w stanie super badać.

Ale no ta elastyczność naprawdę dla zdrowia psychicznego jest bardzo, bardzo ważna. No więc ja to nazywam trochę takim błędem, ale wydaje mi się, że to też jest taka lekcja w zasadzie. Ja nie chcę o tym mówić, że ja sobie tutaj coś wyrzucam. Ja po prostu nie miałam takich umiejętności osobistych. Ja się w tym miejscu jeszcze wtedy, w tamtym czasie nie rozwinęłam, więc gdzieś błąd, bo chciałam fajny wam tutaj tytuł zaproponować, ale to myślę, było takie po prostu moje zadanie rozwojowe, żeby tą elastyczność bardziej zdobyć.

Błąd numer dwa: Stworzenie kursu UX bez badania rynku i przedsprzedaży

No dobrze, to może przejdę teraz do drugiego punktu. Oj tak, to jest duże. Ostatnio pisałam o tym w newsletterze i jedna, jedna dziewczyna napisała, żebym powiedziała coś o tym więcej. Napisałam o tym, że mój kurs „UX w mojej firmie”, który wypuściłam w dwa tysiące szesnastym roku po raz pierwszy, no był… po części on był bardzo dobry, ale no był też bardzo długo ludzie go przedłużali, którzy go kupili. Nawet nadal mam osoby, słuchajcie, jest dwa tysiące dwudziesty czwarty i są osoby na pokładzie i przedłużają wiele lat, mimo że ja ten kurs zamknęłam po dwóch latach sprzedaż. I więc on jest dobry. Ale nie mogłam go, nie, nie było popytu na ten kurs.

Błąd, który i też z niewiedzy wynikający, to jest nie testowałam, czy w ogóle zrobienie tego kursu ma sens. Nie testowałam, nie zbadałam grupy docelowej w ogóle. Naprawdę w ogóle. Nie zrobiłam przedsprzedaży. Od razu nagrałam ten kurs. Zresztą bardzo efektywnie. Znaczy efektywnie w sensie efektownie, nie efektywnie, efektownie on był. To były filmy, gdzie ja siedziałam, one były nagrane kamerą. Ja też nie miałam telepromptera zrobionego z iPada, taki domowo DIY i te filmy, nagranie ich kosztowało mnie bardzo dużo energii, więc…

I zrobiłam ten produkt pamiętam dlatego, że jak byłam wtedy w mastermindzie z Ulą, Ariadną i Olą Budzyńską, to one były zafascynowane jak ja wszystko badam, jak sobie sprawdzam parametry, jak zapisuję wszystkie te rzeczy, masę rzeczy, sprawdzam konwersję. Mam te swoje takie KPI, tak? W mojej firmie. Ja o tym zrobiłam kurs, ale to też było pokłosie tego, że ja robiłam studia UX, tak? Czyli User Experience Design w Warszawie na SWPS-ie. To był pierwszy, pierwszy taki kierunek w Polsce i te studia mi dały podwaliny pod to, jak potem zbudowałam swoją firmę. Niesamowicie strategiczne.

Wiele osób kojarzy właśnie UX z czymś technicznym i to jest ściana, której ja, ja nie wiedziałam, że będę musiała przebijać, ponieważ ja się otaczałam ludźmi, którzy kochają UX i myślałam: „Zrobiłam taki błąd właśnie”. Nie badałam tego i założyłam, że tak jak widzę świat, to inni go widzą. I ja potem w dwa tysiące szesnastym wypuściłam ten kurs, nie badając. I to jest ten błąd, o którym wam mówię. Nie zbadałam grupy docelowej, nie zrobiłam najpierw przedsprzedaży.

Kiedy ja tak naprawdę w SEO, potem miałam kurs o SEO. Zobaczyłam, czy jest na to zainteresowanie. Najpierw zrobiłam webinary, nie nagrywałam kursu, robiłam webinary, więc to jest o wiele mniejszy taki impakt emocjonalny i energetyczny, żeby zrobić webinary niż nagrać kurs cały duży. No i teraz z Online Boosterem też zrobiłam przedsprzedaż. Z WP dla zielonych nie musiałam robić przedsprzedaży, ponieważ miałam zbudowaną już pewną społeczność, w której ja byłam bardzo intensywnie i już robiłam warsztaty, pisałam artykuły, miałam ciągle kontakt ze społecznością, więc ja byłam w grupie docelowej. Ja pod nich już robiłam kurs, więc on by się okazał naturalnym sukcesem.

Ale ja po prostu myślałam, jak ja zrobiłam WP dla zielonych, że nieważne, który kurs zrobię, to takie niedoświadczenie moje tamtejsze, to on się zawsze będzie dobrze sprzedawał. I to nie była prawda. Potem, jak zaczęłam robić kampanię kolejną na UX tego kursu, mało osób pozytywnie reagowało… w ogóle nie rozumieli ludzie, co ja do nich mówię. I coraz trudniej było mi go sprzedawać, ponieważ musiałam bardzo dużo pieniędzy wkładać w kampanię reklamową. Więcej niż na WP dla zielonych, gdzie bardzo szybko dochodziło do konwersji i osoba zainteresowana tematami wordpressowymi szybko zapisywała się na różne moje lead magnety. Ja takie miałam dwa wiodące. Przez lata miałam dwa wiodące lead magnety. Po prostu były na tyle fajnie i skutecznie wymyślone, tylko je tam dopracowywałam, żeby były lepsze. I ja w końcu tą sprzedaż zamknęłam. I to jest ta lekcja, że naprawdę potrzebna jest inna ścieżka, żeby wiedzieć, czy kurs się sprzeda.

Zmiana zdania i elastyczność (na przykładzie Online Booster)

I tego zresztą… Booster, tak? I to jest o tej elastyczności. Teraz powiem, bo myślałam, że sobie zrobię Online Booster jeden i dwa. Pierwszy o zrobieniu samego kursu, a dwójka o sprzedaży. Ale w tym tygodniu zmieniłam zdanie. Po prostu zmieniłam zdanie i dodam całe wszystkie webinary będą sprzedażowe. Dodam je nowe do Online Booster, ponieważ tego nie można oddzielać. I opowiem o całej tej ścieżce sprzedażowej i po prostu o sprzedaży, o wszystkim.

Więc osoby, które teraz kupiły Online Booster jeden tak naprawdę dostaną w gratisie w webinarach drugi kurs gratis. Przędziły, bo ten drugi miał być też o wiele droższy, ponieważ jest to naprawdę know-how sprzedażowe online w Polsce. I to, o czym wam mówię, jest właśnie o mojej już umiejętności elastycznego podejścia. Ale też widzę, jakie dostaję, komuś są zainteresowani, jak sprzedawać. Więc zastanawiałam się długo i dopiero moja głowa dosłownie na dniach dała mi odpowiedź: „Ewelina, przecież nie musisz nagrywać tych lekcji jako lekcji. Możesz zrobić webinary. Przecież robiłaś tak przy SEO”.

Więc jestem wdzięczna naprawdę mojej głowie, że cały czas w tle pracuje nad rozwiązaniem tematów, problemów, pytań, które sobie zadaję. Dziękuję główko. I wracając jeszcze właśnie do tego i przedsprzedaży i moje doświadczenia. Trzeba robić przedsprzedaż, ale wcześniej trzeba i tak badać i tutaj już wiem, jak to robić i przy Online Booster to zrobiłam. I to nawet nie musi być ze społecznością. Nie, nie trzeba mieć społeczności, ale trzeba wykonać parę kroków, wiele nawet, żeby sprawdzić. I odpowiedź będzie oczywiście nie na sto procent, ale będzie już o wiele więcej pewników, a przynajmniej takich raczej na tak, bo dopiero wiadomo, kiedy podejdziemy do pierwszej sprzedaży, to się okaże.

Dlaczego zaledwie 3-4 sprzedane kursy to nie porażka

No i też tutaj wiele osób jak już sprzeda załamuje się, że na przykład tylko trzy, cztery osoby kupiły. Ja natomiast uważam, że to jest bardzo dobry wynik na początku, ponieważ już z tymi trzema i czterema osobami można zrobić pogłębione wywiady i pracować i mieć nawet czterech świetnie obsłużonych klientów. I mamy już trzy, cztery opinie.

I to jest absolutnie super, że to, co obserwuję, wiele osób wierzy… Tutaj bardzo nie chcę obrazić, ale nie chodzi mi o obrażenie, tylko chciałabym pewien mit rozładować, no obalić. Dużo jest narracji wokół takiego dużego zarabiania na online’ie. Natomiast tak, jeżeli ma się wykonane te pierwsze kroki i dobre wyniki osiąga się poprzez optymalizację kolejnej sprzedaży, poprawianie jej i też wykonywanie różnych rzeczy w ramach online’u, znaczy w ramach tego biznesu, już tego kursu działającego z tymi obecnymi nawet kilkoma klientami. I to będzie owocowało na kolejnej sprzedaży.

To jest maraton. Wiem, że to jest takie… często się używa, że to nie jest sprint, to jest maraton. No to nie chcę was martwić, ale tutaj w online jest tak samo. W kursach online i w e-bookach.

Błąd numer trzy: Brak opinii i skakanie po technologiach

No dobra, to było, to był mój drugi błąd, a w zasadzie lekcja. I trzecie. Właśnie. Trzecie to jest coś, co przyszło mi ostatnio, się nad tym… no miałam ostatnio taki, taki dylemat, czyli niezebranie opinii i zmiana na przykład, zmiana też platform, bo ja mam na przykład bardzo dużo opinii do webinarów SEO, które są w ankietach.

Strona SEO dla zielonych, żeby ograniczyć te wszystkie koszty, które moja firma przez wiele lat generowała, no to wszystko, wszystkie przełożyłam produkty na teraz ewelinamuc.com. Zrobiłam sobie sklep na WooCommerce i połączyłam z moją platformą na Publigo. Nie było kiedyś tej integracji, więc sprzedawałam jakoś inaczej przez Publigo. To jest w ogóle, to jest bardzo długa historia i nie będę bardziej wchodzić w szczegóły, ale tak jak czasem mówię, ja już jestem dinozaurem i wiele musiałam przejść na tych w tych tutaj historiach online’owych. Nie było często technologii nawet i trzeba było kombinować różnymi metodami albo zlecać wtyczki.

No więc ja mam taki problem z kursem SEO, że szale. Nie skupiałam się na zebraniu opinii i to jest baaardzo duży błąd. Bardzo duży błąd, bo wtedy jest o wiele trudniej coś sprzedać. I mimo że mam dobry produkt, to po prostu nie skupiałam się wtedy aż tak na dotarciu do obecnych tam ówcześnie klientów, żeby dali mi opinie. I mam tego konsekwencje. I mówię wam wprost to jest bardzo ważne, żeby znaleźć czas na porozmawianiu z klientami, żeby podzielili się co myślą i poproszeniu ich o potwierdzenie tej opinii, tak? Czy można się nią dzielić albo gdzie zostawią tą opinię.

W ogóle problem jest taki też w online w Polsce, że ja na przykład na początku byłam na Publigo, tam nie można było kolekcjonować opinii. Wiem, że teraz już można. Publigo nie miało żadnej integracji na początku z WooCommerce, a WooCommerce jest o wiele lepsze w sprzedaży niż Publigo. Jak ta integracja się pojawiła, no to ja się przeniosłam sprzedażowo na WooCommerce, bo jest to po prostu świetne narzędzie do sprzedawania, a lekcje mam na Publigo. Czyli jak ktoś kupi, to też mu się tworzy hasło na Publigo i tam się może zalogować, ale kupowała osoba na innej stronie, tak, na innej domenie, na WooCommerce.

I ja dopiero od niedawna zbieram opinie na WooCommerce. Mimo że jestem już dziesięć lat w tym biznesie, to na tym sklepie WooCommerce mam o wiele mniej opinii. I to jest straszne, bo po przerobieniu, po współpracy z czteroma tysiącami klientów to jest duży błąd. Znaczy błąd, no właśnie, to, że ja też skakałam po tych technologiach, bo po prostu nie były na początku zintegrowane. I ja mam na przykład dużo opinii na landingu wpdlazielonych.pl. One są potwierdzone, tak, jest zgoda klientów i one tam się wyświetlają. No ale to nie jest WooCommerce, no więc ja ich też nie mogę przekleić na WooCommerce, więc po prostu będę chyba pisać też do ludzi, czy mogliby tę samą opinię napisać mi na produkcie WP dla zielonych.

No bo ten produkt dał ludziom wiele stron internetowych. Nasi klienci, moi klienci porobili po tym kursie WP dla zielonych nie jedną, a kilka stron. Niektórzy zaczęli robić strony i to po prostu wygląda łyso. Więc znowu to jest z jednej strony czasem mój brak czasu, nieskupieniu się na zebraniu opinii, a czasem jest to konsekwencja tego, że technologia jaka była i, no i po prostu, no dostałam trochę obuchem tutaj i to jest troszkę żal, ale też takie już zaakceptowanie tego. Po prostu wiem, że opinie bardzo pomagają. Ja je dlatego daję te, na które mamy zgodę, tak, no te, które są publiczne, to mam na nie zgodę. W różne maile, w e-mail marketingu, tak, newsletterze, to po prostu tam daję opinie, no bo to jest ważne.

No i tyle. Tyle chciałam wam opowiedzieć. Czy ty masz jakieś takie błędy, lekcje życiowe, firmowe, które już przepracowałaś, przepracowałeś? Możesz do mnie napisać, dać mi znać. Może ja się czegoś też dowiem nowego.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry
Trwają zapisy na ROZRUCH. Ruszysz z produktem cyfrowym. Obiecuję 🤝